Zaleca się kota (recepta bez recepty)

     Zaczęło się od tego, że Karol Siódmy postanowił, że zamieszka u nas wcześniej niż było planowane i tym sposobem – musiał pojechać z nami na obóz.  Z duszą, (a właściwie z Karolem na ramieniu) odwiedziliśmy polskie morze, chłopak pisał ze mną bloga, spacerował z dziećmi nad morze, przyjmował zabawowe wizyty. Okazało się, że po obozie był jednym z najlepszych dziecięcych wspomnień. A potem kolejny raz życie spłatało nam figla…

    Są takie sytuacje, w których nie wszyscy mogą pojechać "na wakacje do babci". Czasem trzeba zabrać rodzinę ze sobą — nawet jeśli rodzina chodzi na czterech łapach i komunikuje się wyłącznie miauczeniem. Tak właśnie na nasz kolejny obóz trafili Franciszek i Tadeusz, dwaj najmłodsi (i zdecydowanie najbardziej futrzaści) uczestnicy tegorocznej Szkoły Letniej Aikido.

I okazało się to strzałem w dziesiątkę. Kto by pomyślał, że najlepszym terapeutą grupowym będzie kot. W pokoju na poddaszu zamieszkali:

Francio — rudo-biały, gadatliwy ekstrawertyk, który uwielbia towarzystwo, ale zaprzyjaźnia się ostrożnie i na własnych zasadach: najlepiej za pośrednictwem zabawki, tak żeby nikt nie robił z tego zbyt osobistej sprawy.

Tadzio — biały, mały, mruczący filozof. Do wszystkiego podchodzi ze stoickim spokojem, mruży oczy i łaskawie pozwala się głaskać — jak ktoś, kto robi ci przysługę, ale jest z tego całkiem zadowolony. Ale równie chętnie zaczepia i biega jak szalony za piórkami.

Wieść o tym, że "chłopcy przyjmują wizyty", rozniosła się po obozie szybciej niż jakakolwiek plotka. Najpierw nieśmiało, pojedynczo, jakby ktoś umawiał się na wizytę u specjalisty padały pytania o to czy można odwiedzić koty? Potem już było coraz odważniej. W końcu przed „kocim gabinetem” ustawiała się regularnie kolejka chętnych, której mogłoby pozazdrościć niejedno badanie lekarskie.

Savoir-vivre na kocią modłę

A w gościach, jak to w gościach — trzeba umieć się zachować. I tu zaczyna się najlepsza część eksperymentu wychowawczego, jaki niechcący przeprowadziliśmy na obozie.

Okazuje się, że:

         kotek ma wrażliwe uszki, więc wszyscy nagle zaczynają mówić ciszej,

         kotek nie lubi gwałtownych ruchów, więc wszyscy nagle poruszają się spokojnie, jak w zwolnionym tempie,

         kotek lubi głaskanie z wyczuciem, więc każdy uczy się rozpoznawać, gdzie wolno, a gdzie już zdecydowanie nie,

         kotka nie mogą głaskać wszyscy naraz, więc każdy czeka spokojnie na swoją kolej,

         kotek pokazuje, kiedy ma dość — i nagle cała grupa staje się ekspertami od odczytywania subtelnych sygnałów.

Innymi słowy: dwa koty w tydzień nauczyły grupę dzieciaków więcej o regulacji, uważności i czytaniu granic drugiego (owszem, futrzastego) istnienia, niż niejeden konspekt zajęć. Kotek wychowany w bezpieczeństwie i szacunku odwdzięcza się tym samym — i przy okazji uczy tego samego wszystkich dookoła. Przy kotku się nie piszczy, nie krzyczy, na kotka się uważa.

Terapia bez gabinetu

Miękkie futerko i mruczenie potrafią przegonić nawet największy smutek szybciej niż niejeden urlop. A jak kot jest rozbawiony, bryka i zaczepia — trudno się wtedy nie uśmiechnąć, nawet jeśli człowiek był pewien, że dziś to już nic go nie ruszy. Kocie pomysły na zabawę są lepsze niż niejeden serial na Netflixie i mają tę cechę, że nigdy nie wiadomo co wydarzy się w kolejnym odcinku i jak bardzo będzie śmieszne. Nie ma obawy, że żarcik będzie suchy - koci humor nigdy nie jest przeterminowany. 

    Z kotem można porozmawiać. Wyżalić się. Przytulić — kot nie zapyta, o co chodzi, dopóki człowiek sam nie będzie gotów powiedzieć. Wymagania kota są przy tym uczciwie proste: dobre jedzenie, czysta kuwetka, uwaga i kolana do mruczenia. W zamian dostaje się towarzysza, który ma zdanie na każdy temat (czasem potrafi je wyrazić pełnym kocim zdaniem) i konsekwentnie odzwierciedla to, jak się go traktuje — wrażliwego, empatycznego indywidualistę, który nie idzie na kompromisy w sprawie własnej godności, ale jak już pokocha, to całym jestestwem.  Z jedynym w swoim rodzaju niepowtarzalnym charakterem, który będzie się kształtował od puchatej kulki na obraz i podobieństwo Wasze.

    Do oswojenia takiego kogoś i do życia z nim potrzeba cierpliwości, spokoju, wyrozumiałości i uważności. Sporo tego — a jednocześnie właściwie niewiele, jeśli porówna się z tym, co się w zamian dostaje.

    Kiedy rodzina staje się kocim stadem, kot żyje tak jak ona, a ona zaczyna żyć trochę po kociemu. A co jest ważne w rodzinie? Akceptacja, zrozumienie, nie wchodzenie sobie nawzajem na głowę i wzajemne dbanie o siebie. I w tym kot jest niedoścignionym mistrzem, od którego można brać lekcje. On dba o równowagę. Jeśli spojrzysz na niego uważnie i będziesz go traktować nie jak ludzkie dziecko, a jak członka rodziny – ale Kota – to będzie dla Was wszystkich game changer.
Kocie mruczenie i puchata obecność uspokaja lepiej niż najwymyślniejsze tabsy. Kot potrafi sprawić, że sprawy doczesne przestają być ważne, wystarczy, że zaśnie na kolanach. Nie mogę, kot na mnie leży – to tak cudownie proste. Gdy kot śpi – to cały świat wokół zastyga w spokoju…
Kot będzie z Toba pracował do upadłego, leżąc na klawiaturze i zrzucając ołówki z biurka. Złowi na ekranie myszkę, obejrzy z Toba interesującą rolkę, nauczy Cię nieznanych skrótów klawiaturowych, po których nie wiesz, czy to ci widzisz na ekranie jest projektem, który robiłeś przez ostatnie 3 dni – czy fraktalem. Samoprzylepna karteczka zwinięta w kulkę uszczęśliwi go na długie minuty.

Kot jest też zawołanym ogrodnikiem i pomocnikiem w domu. Pomoże Ci planować co zasadzić na balkonie, a jak zasadzisz źle to wykopie i masz szansę na poprawę. Przy zmianie pościeli będzie tak długo biegał pod prześcieradłem, aż będzie całkiem wyprostowane. Wszystko musi być idealne. Poświęci się dla Ciebie, sprawdzi czy Twoje jedzenie na talerzu nie jest zatrute i możesz je jeść, czy woda w szklance na pewno nie zatęchła. Sprawdzi długość obrusa i czy zastawa stołowa dla gości jest ustawiona zgodnie ze sztuką kociej elegancji. Niezawodnie pomoże w sprzątaniu biegając za szczotką i rozrzucając śmieci, żebyś miał szanse zrobić dokładniejszą kupkę i dociskając mop do podłogi przednimi łapami – prawidłowy docisk jest bardzo ważny przy mopowaniu. Będzie też poganiał samojeżdżący odkurzacz, żeby szybciej odkurzał i łapał te śmieszne kręcące się szczoteczki – bo przecież okurzanie to poważna rzecz, a nie jakaś tam zabawa w kręcenie.

Jednym słowem – bez kota to nie robota.

Z kotem, nie spotka Cię samotność, szczególnie jeśli masz w kuchni lodówkę i chodzisz do toalety. Udepcze Ci kocyk, żeby był miękki, wskaże Ci najlepszą poduszkę sam ją najpierw testując i wygniatając. Uwolni Cię od rozterki, gdzie usiąść, bo zawsze zajmie najlepsze miejsce :)

I można by tak wymieniać bez końca, jednak pewne jest, że bez kota Twoje życie byłoby trudne i pełne niebezpieczeństw. Z pełną świadomością, godnością i powagą – Kot będzie Twoja życiową latarnią, przewodnikiem i wsparciem w najtrudniejszych chwilach. Lekarzem duszy i terapeutą. Zawsze ucieszy się, że wracasz…

I nikt, naprawdę nikt na całym świecie nie wsadzi Ci z miłości tak precyzyjnie wąsów do nosa gdy śpisz.

Komentarze